Autor: mjacobson
Jeśli choroby wypełniają w tym świecie misję filozoficzną, to może ona polegać tylko na ukazaniu, jak iluzoryczne jest poczucie wieczności życia i jak kruche jest złudzenie, że życie to coś definitywnego i wypełnionego.
Przestać być nie oznacza nic, nie może oznaczać czegokolwiek. Po co zajmować się tym, co następuje po nierzeczywistości, pozorem przychodzącym po innym pozorze? Śmierć istotnie jest niczym, co najwyżej symulakrem tajemnicy, podobnie jak samo życie. Antymetafizyczna propaganda cmentarzy…
Autor: parys
Być chorym to znaczy żyć nolens volens na szczytach.
Autor: sofokles
W zapożyczonym języku jest się świadomym słów, istnieją nie w nas, ale na zewnątrz nas. Ta przerwa między nami a naszym środkiem wyrazu wyjaśnia, dlaczego tak trudno, a może wręcz niemożliwie, jest być poetą w języku innym niż nasz. Jak dokopać się do substancji słów, które nie są w nas zakorzenione? Przybysz żyje na powierzchni słowa, zbyt późno wyuczony język nie potrafi przełożyć tej podziemnej agonii, z której emanuje poezja.
Gdybym mógł, cały świat doprowadziłbym do agonii, aby dokonać oczyszczenia życia u samych jego korzeni; podłożyłbym pod nie palący, podstępny płomień – nie po to, by je zniszczyć, ale by przydać mu nowego wigoru i żaru. Ogień, jaki podłożyłbym pod ten świat, nie sprowadziłby nań ruiny, lecz tylko zasadniczą, kosmiczną przemianę. W ten sposób życie przywykłoby do wysokiej temperatury i nie byłoby już środowiskiem dla miernoty. W takiej wizji może nawet śmierć przestałaby być immanentna życiu. (Napisałem to dziś, 8 kwietnia 1933 roku, kiedy kończę 22 lata. Czuję się dziwnie na myśl, że w takim wieku jestem już specjalistą od problematyki śmierci.)
Możesz także utworzyć konto.
Zapamiętaj mnie